Granie w gry

Miałem przyjemność cały zeszły tydzień łazęgować po czeskiej Pradze i okolicach – stąd też i brak felietonu w zeszły czwartek. Pomijając piękno samego miasta oraz wybitność ludzi, z którymi spędzałem czas; pomijając nawet to, że nie wziąłem prawie żadnego sprzętu ze sobą – Graczem jest się całe życie – i tak obserwowałem jak się miewa ichnia kultura pykania w twory wirtualne.

Nasi weseli sąsiedzi z południa, czczący piwo i dobry syr ponad knajpki szybkiej obsługi, to naprawdę nietypowy naród. Nie chcę wbijać się tutaj w plątaninę różnic kulturowych (aczkolwiek nie polecam w miejscu publicznym mówić „Szukam szczotki” – dostajesz w papę z miejsca), których nie jest jednakże tak znowu dużo. Poza tym promiennym uśmiechem i gestykulacja i tak się dogadasz z kimkolwiek, więc problemów nie ma. A że Praga ma stałe miejsce w moim Top 5 Miast Na Świecie – to już w ogóle mogę olać temat felietonu i przejść do peanów w stronę ichniej architektury i dzieł mego ukochanego artysty.

Ale nie mogę tego zrobić, bo by mi się jeszcze redakcja przyzwyczaiła i sama zaczęła w ten sposób bezcześcić słowo pisane. No, ale przechodząc do sedna – jedną z wielu rzeczy, którą zostałem ujęty za serce podczas jeżdżenia po mieście było czeskie podejście do grania. Konsoli przenośnej – PSP tudzież DSa – nie spotkałem ani jednej. Inna sprawa, że w sumie u nas w restauracjach i pośrodku rynku też nie gra; uczucie niedosytu tego rynku jednak pozostaje – nawet w sklepach nie było jakiejś większej półki poświęconej przenośnym systemom.

Co ciekawe jednak – granie „mobilne” objawia się w tym radosnym kraju poprzez… Notebooki. W metrze, w knajpie, na rynku – na mieście dosłownie co kilkanaście kroków można spotkać kogoś z komputerem. Co ciekawe, jak patrzyłem perfidnie przez ramiona użytkownikom laptopów – większość z nich miała na pulpitach ikonki gier. Z czego jeden w Diablo II sobie zwyczajnie przy zimnym napoju pocinał. A co najlepsze – okoliczni ludzie nie zwracali na to najmniejszej uwagi! Bo choć u nas przesiadywanie z komputerem poza domem też staje się w miarę normą, tak jednak jakieś spojrzenia tudzież uwagi zainteresowana osoba musi przyjąć. A tam – lajt! Chce grać, to gra!

Cóż, opinia społeczna ewoluuje powoli.

A jak się ma sprawa grania po domach? Calutki wjazd miasta był przystrojony horrendalnie ogromnymi reklamami promocji Xboxa 360 wraz z pakietem gier (Gearsy, Forza i bodajże Pinata – standard) za cenę podobną naszej. Nie pamiętam ile dokładnie chciano, ale nie było różnicy większej niż 100zł. Całość była do dostania w takim ichnim Saturnie. U nas też by się przydały takie przytłaczające kampanie – w końcu osoba nie śledząca newsów tudzież recenzji gier nie wpadnie sama na kupno konsoli. W okolicach „dni bez VATu” i podobnych zdarza się reklamować wzmożenie konsole, ale to naprawdę sporadyczne przypadki.

Nie miałem okazji, niestety, wbić jakiemuś Czechowi do mieszkania, sprawdzić co tez leży obok telewizora – wydaje mi się jednak, że tak jak na całym świecie, w większości przypadków byłby to czarny chlebaczek. Playstation 2 jest wszędzie. Gdyby jednak mowa była o konsolach współczesnej generacji – stawiałbym na niepodzielne rządy Xboxa 360. Obecności Sony w kraju zupełnie nie poczułem, Microsoft za to błyskał zielonym oczkiem z wielu, wielu miejsc.

Podsumowując – i zaznaczając, że wszystko tutaj to jedynie moje spostrzeżenia wyniesione z Czech po tygodniowym rajdzie – rynek Graczy istnieje u naszych sąsiadów i ma się dobrze. Przypomina mi on jednakże nasz rynek z początków dekady – głównie PC, głównie „największe hity”. Wiadomo jednak, że ukonsolowienie dotyka po kolei każdego miejsca na tej planecie. A ponieważ Czesi są – z grubsza rzecz biorąc – luźniej nastawieni do życia niż my (iluminację ich zamku fundnęli Rolling Stonesi), mam nadzieję, że przeniknięcie kultury grania w ich codzienność będzie coraz szybsze. Bo co jak co, ale popykać z pepićkem w fifkę – to jest to!