King of the Dragon Pass

Mało która gra tak opanowuje umysł, że nawet po wyłączeniu komputera zastanawiamy się, gdzie wcięło zaginioną ekspedycję, albo którym bogom złożyć w przyszłym roku ofiarę.

Czytając moje powyższe wypociny można pewnie uznać, że KoDP to zabawka dla nerdów, lubujących się w mityczno-plemiennych klimatach. Duży błąd. Cudeńko od A Sharp to także świetna rozrywka dla każdego fana strategii. Mnóstwo dróg do zwycięstwa (od skopywania wszystkim tyłków, przez handel, dominację religijną aż po zdobywanie sławy i szacunku honorowymi, sprawiedliwymi rządami), wiele zróżnicowanych opcji (kontrola nad rolnictwem, podziałem pracy, eksploracją terenu, rajdami, handlem, dyplomacją, kultem religijnym i questami do krainy bogów), zróżnicowane problemy, z którymi trzeba się zmagać (wygraj tu człowieku walkę z dwa razy silniejszym przeciwnikiem, kiedy magia klanowa wyszła wcześniej na wróżby)… Czysta radocha. RPGowcy też mogą być usatysfakcjonowani – wszelkie heroiczne zadania i losowe zdarzenia przypominają papierowe „paragrafówki” (a przy okazji proste przygodówki – ha, następna grupa Graczy usatysfakcjonowana!), a dobieranie odpowiednich członków do kręgu i obserwowanie, jak rozwijają się ich umiejętności nie jest takie odległe od składania drużyny w Baldur’s Gate czy Icewind Dale. Elementów zręcznościowych co prawda tu już nie uświadczymy – no, ale nie można mieć wszystkiego.

Przydałoby się pewnie w tym miejscu jakieś podsumowanie, kilka eleganckich i zgrabnych zdań, które przekonają was, że dziesięcioletnia, nietypowa mieszanka strategii, RPGa i tekstówki/paragrafówki wciąż warta jest grzechu. Ale, cholercia, muszę jeszcze trochę popracować nad fortyfikacjami, rozbudować świątynie i wzmóc handel. Będę potrzebował silniejszego zaplecza i wielu błogosławieństw, jeśli mam sięgnąć po tytuł króla plemienia Maboder. Zwłaszcza, że po raz pierwszy w historii mojego z nią obcowania, gra wywaliła się po 3 godzinach do Windows, a ja, cymbał jeden, zapomniałem save’ować (pamiętajcie dzieci, REGULARNIE ZAPISUJCIE GRĘ, W COKOLWIEK NIE GRACIE). No nic, odrobi się. A potem – witaj, tronie Smoczej Przełęczy! Życzcie mi szczęścia!