Recenzja – InFamous

Miasto płonie. Pojedyncze wyładowania podpalają kolejne samochody. Te eksplodują, rozrzucają uliczne śmieci, wywracają ostatnich stojących. Parę celnych błyskawic dobija żyjących. Z dymu i ognia wychodzi sprawca zamieszania, Cole McGrath. Otrzepuje rękaw z popiołu. Patrzy, że zrobił wszystko co musiał, trzema skokami dostaje się na pobliski dach. Po chwili znika.

Tak wygląda ogromna część czasu, który spędzicie w fikcyjnym Empire City. Ogromnym mieście, które na przełomie dosłownie dziesięciu sekund zmienia się nie do poznania. Dzieje się tak za sprawą paczki przewożonej przez naszego bohatera – Cole’a we własnej osobie. Niestety zawartość naszej torby wywala się w powietrze powodując… No, właśnie. Powodując masę wariacji w dotychczasowym porządku świata. Ludzie zamieniają się w agresywne twory, miasto opanowuje jakaś epidemia, źródła wody są skażone, ktoś się gdzieś bije, ktoś gdzieś krzyczy. A my? A my panujemy nad elektrycznością. I robimy z tego niezły użytek.

Tym co rzuca się w oczy podczas pierwszych minut sterowania naszym dzielnym kurierem jest naprawdę konkretna grafika. Co prawda żadna z tekstur na bliższy dystans nie powala, całościowo jest jednak bardzo przyjemnie. Gdy wdrapiemy się na jakiś słup lub dachową wieżę ciśnień i porozglądamy po widzianym obszarze terenu – człowiek jest dumny z mocy, jaką skrywa czarna obudowa Chlebaka. Ta zaś tak po prawdzie jest używana w pełni podczas potyczek. Renderować budynki umie każdy, ale pokazać szalejącą grupę dziesięciu przeciwników, kilkudziesięciu przechodniów i samochodów, latających niezliczonych śmieci, paru wybuchów i kilkunastu źródeł ognia… Tutaj potrzeba niezłych koderów. I tych akurat Sucker Punch ma świetnych – przez cały okres pykania w InFamous przycięło mi animację może raz. Najwyżej dwa.

Wrażenia wizualne potęguje też niesamowita płynność przeżywanych przygód. Sposób poruszania się Cole’a, elastyczność jego systemu ‘klejenia się’ do ścian w celu biegu wertykalnego, przyjemnie poruszająca się kamera; to plus świetne efekty czynią z InFamous dobry tytuł „pokazowy”. Taki, w który grasz Ty a reszta pokoju robi „łuuuu”. Serio!

Kiedy zaś siądziesz wygodnie docenisz również dopracowaną stronę audio. O ile muzyki jako takiej jest dosyć mało, gdy się już pojawi, nie przeszkadza. Wzbogaca rozrywkę i staje się jej częścią integralną. O wiele lepiej ma się za to sprawa z efektami dźwiękowymi – tych jest cała masa i przez całą grę nie znalazłem się w tzw. „głuchym miejscu”. Szuranie butem o żwir, zaczepienie ręką o barierkę, nawet szelest materiału – twórcy podeszli do zagadnienia z prawdziwym zaangażowaniem. Nieźle, nieźle.